Największa Radość Ewe i Łukasza – Remi. Bez dwóch zdań. Nasze pierwsze spotkanie odbyło się kiedy Remi miał zaledwie miesiąc, a właściwie minus miesiąc, bo urodził się o miesiąc za wcześnie. Wtedy wydawało mi się, że jedyną osobą, która poradzi sobie z jego malutkimi rączkami, nóżkami, paluszkami, oczkami, uszkami, etc. jest jego mama Ewelina. Sama panicznie bałam się go dotknąć, o ponoszeniu nie było nawet mowy:)) Zbyt malutka to była kruszynka. Dziś Remi…. cóż… rośnie jak na drożdżach
Ciągle się uśmiecha, ba! śmieje się!:) Wszystko go ciekawi. Ciągle tak pięknie pachnie… Co ważne – ponoszenie go przez chwilę już nie jest dla mnie stresem
Dziękuję Wam bardzo za kolejne ciepłe przyjęcie i mokre buziaki od Remiego.
1 komentarz